Apeiron

Przypadek kontrolowany

z Franciszkiem Ledóchowskim rozmawia Maciej Gajewski

 

Znam Franka od ponad 30 lat. Pamiętam z dzieciństwa, że na lekcji plastyki jedyny potrafił pięknie narysować jabłko. Na studiach koledzy też zazdrościli mu dobrej ręki, czyli talentu, ale i warsztatu artysty, który niektórzy z nich musieli wypracowywać latami. Gdy odwiedzałem jego pracownię na różnych etapach powstawania nowego cyklu, włos stopniowo jeżył mi się na głowie. Najwidoczniej zamierzał wszystko to zaprzepaścić i zamiast ogólnego podziwu wystawić swoje nowe abstrakcje na komentarze w rodzaju „każdy tak potrafi”. Postanowiłem sprawdzić, czy na pewno wie co robi i odbyłem z nim poważną, męską rozmowę.

 

Franciszku, czy ostatnio wydarzyło się w Twoim życiu coś traumatycznego? Czy zauważyłeś u siebie jakieś niepokojące problemy ze zdrowiem?

Nie, nic z tych rzeczy. Czemu pytasz? Jestem w optymalnej formie i wydaje mi się, że robie coraz lepsze rzeczy. Po urlopie wręcz rzuciłem się do pracy i namalowałem już kilka największych płócien z nowejj serii.

Właśnie o tym chciałbym z Tobą porozmawiać. Nie uważasz, że  może lepiej by było, gdyby ta nowa seria jednak pozostała „niepokazywana”? Niektórzy twierdzą, że wszystko, czego się nauczyłeś jako artysta wyrzucasz za jednym zamachem na śmietnik…

(Tu uśmiecha się) Jednak było warto. Od dawna chciałem móc oddać energię i ruch, jakiś stan energetyczny. Może nawet to pobudzenie i radość, w które wprawia mnie tworzenie. Bywa, że malując otwieram okno, nawet przy 10 stopniach na zewnątrz, ponieważ podczas pracy jest mi tak gorąco. A co do odrzucania nawyków, od dawna dążyłem do pełnej wolności twórczej i spontaniczności. Stopniowo zaczynałem rozumieć, że realizm nie jest mi w tym wszystkim już naprawdę do niczego potrzebny.

Zdradziłeś i przyznajesz się do tego. Zrobiłeś to sam z siebie czy ktoś Cię do tego namawiał?

Na pewno przyczyniło się do tego kilku malarzy, którzy pokazali mi co można wyciągnąć z malarstwa, np. operowanie masą i gestem. Wcześniej miałem kilku mistrzów, autorytety malarskie, ale u żadnego z polskich artystów nie znalazłem tego, co  uzyskuje Frank Auerbach. To mnie zupełnie poraziło. Faktury jego obrazów były dla mnie objawieniem. Potem odkryłem awangardę japońską i malowanie szerokim gestem, niesamowitą dynamikę.

To dość daleko od Twoich ogrodów, portretów, fotorealizmu… Z drugiej strony trzeba przyznać, że niedawna seria czarno-białych deformacji, które pokazałeś w Mito i kilka innych cykli zapowiadały przełom.

Z pewnością tak. Myślę, że wiele moich wcześniejszych rzeczy to była ewolucja, rozwój. Mówisz o obrazach czarno-białych. Z pewnością tak – to był jeden z kroków. Ale ja widzę więcej ciągłości. Na przykład cykl ołtarzy barokowych, też stosunkowo niedawny, idący w stronę abstrakcji, ale jednak pokazujący barokowe inkrustacje. Każdy mój nowy obraz abstrakcyjny to też barokowy ołtarz, tyle, że bardziej ekspresyjny.

Mimo wszystko, można chyba powiedzieć, że na polu pełnej abstrakcji zaczynałeś od zera?

Te wszystkie eksperymenty, które robiłem z narzędziami i techniką, to była wielka przygoda i czułem się jak alchemik. Zapuszczałem się na zupełnie nowy teren - musiałem wyjść z konwencji, w której byłem wychowany i odkrywać „nowe”. Ten moment był jak wyzwolenie się z okowów, jak skok na bunji. Wiem, że dla części osób malowanie abstrakcji takich jak moje wydaje się proste. A jest dokładnie odwrotnie. Ja długo musiałem się uczyć malować abstrakcyjnie. Najtrudniejsze jest przejście do działania dużym gestem na dużym płótnie, czyli do czegoś co jest wbrew naturze realisty. Aby się przełamać próbowałem nawet wyzwalającej mocy alkoholu. Na szczęście dla mnie strategiczne rozpicie się nie przyniosło pożądanych rezultatów. Traciłem koordynację i precyzję.

Ludzi trzeba uświadomić, że malowanie abstrakcji jest bardzo trudne. Że trzeba mieć pomysł na strukturę obrazu, że potrzeba czasu na opanowanie techniki. Ja bardzo długo się przygotowałem do abstrakcji. Eksperymentowałem z narzędziami, najpierw różnymi pędzlami i szczotkami. W Hali Mirowskiej kupowałem różne szczotki do zamiatania w poszukiwaniu optymalnego włosia. Próbowałem łączyć kilka pędzli, dopiero potem przeszedłem na szpachle budowlane. W ogóle w sklepach budowlanych bywam teraz regularnie. Potrzebuję na przykład dużych pojemników na farbę, wiader i misek różnego rodzaju. W tym malarstwie potrzebne są wielkie ilości farby, np. 5 litrów, a ponieważ kolory, na których mi zależy są osiągalne tylko dzięki farbom najwyższej światowej jakości, malowanie abstrakcji to spora kasa.   

Z tego co widzę, na niektórych płótnach, warstwa farby ma miejscami chyba kilka centymetrów. Jak to uzyskujesz?

Akurat w tych obrazach, na które patrzysz, eksperymentowałem z trzecim wymiarem i wykorzystywałem gips. I tu jest na przykład nie kilka, a kilkanaście centymetrów gipsu. W ten sposób, pozostając w malarstwie, chciałem jednak odejść od iluzji obrazu na płaszczyźnie w stronę czegoś materialnego, realnego. Szukałem doznania zmysłowego. To spowodowało kolosalne problemy techniczne. Musiałem opracować nowe, drewniane podobrazia zamiast płóciennych. Robotnicy, którzy akurat prowadzili remont po sąsiedzku, pomagali mi je ciąć. Co się okazało? Ta umowność i fikcyjność obrazu 2D jest bardziej przekonująca. 3D zabiło spontaniczność, było zbyt ciężkie i paradoksalnie zgubiłem wrażenie przestrzenności .

Pytanie z innej beczki: czy Ty zmieniłeś pracownię? Nie poznaję tego wnętrza.

No tak. To już jest zupełnie inny artysta i zupełnie inna pracownia. A mówiąc serio – musiałem co nieco przebudować. Poświęciłem duże biurko, wyjmując z niego solidne podpory, które teraz służa jako stelaż na płótno. Ustawiam je w czworobok na środku pracowni z dogodnym podejściem dookoła. Oprócz tego, z jednej strony jest punkt obserwacyjny. Dokupiłem drabinę, na krórej staję, żeby oglądać obraz z góry, gdy leży poziomo na podporach. Przy nowej technice tylko z tej perspektywy mogę próbować zobaczyć efekty w trakcie pracy.

Sam byłbym ciekaw. Przecież Ty nie wiesz jaki efekt końcowy uzyskasz. Nasuwa się pytanie, czy malowanie w ten sposób jest dla Ciebie prostsze, czy trudniejsze?

To, że nie mogę zaplanować obrazu jest jednym z największych problemów. Niezależnie od tego, na ile opanuję technikę i narzędzia, tylko w przybliżeniu mogę kontrolować efekt, który dzięki niej uzyskuję. Pierwsze, mniejsze prace, w których próbowałem różnych rozwiązań, przyniosły wiele ciekawych efektów w detalach. Robię nawet dokumentację fotograficzną tych detali, ale powtórzenie ich w dużym formacie okazuje się niemożliwe. Uzyskałem je spontanicznym gestem, więc nie da się tego gestu naśladować. No ale moja praca nad techniką to jest właśnie próba osiągania tych efektów, ciągłe usiłowanie kontrolowania przypadku.

Kiedy uznajesz, że obraz jest gotowy?

Wtedy kiedy w obrazie jest namacalny ruch oraz przestrzeń. Samo zagadnienie zakończenia malowania jest bardzo trudne. Zazwyczaj mam wtedy poczucie, że nie mogę już nic więcej dodać do obrazu.

Jednak po namalowaniu obraz powstaje dalej. Zostawiam go, a on pracuje. pigmenty sie mieszaja. spływaja. osadzaja. Musze przewidywac co sie stanie. Zawsze jednak czas sprawia ze obraz jest lepszy. nabiera ciekawszych kolorow. Nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, ale opanowanie techniki to również właśnie świadomość takich rzeczy. Nawet gdy robię przerwy, wchodzę na drabinę i patrzę na obraz z góry, gdy leży poziomo, nie patrzę na efekt docelowy. Widzę go po raz pierwszy dopiero kiedy obraz wyschnie (a to sporo trwa przy tej technice) i mogę go postawić.

Odnosząc się do tytułu Twojego cyklu muszę z zadowoleniem odnotować, że sięgnąłeś do swojej legendarnej wiedzy z zakresu historii filozofii greckiej.

Maćku, nie przeceniaj mojej pamięci. Szukałem w różnych systemach filozoficznych i religijnych pojęcia oddającego podstawę, esencję świata. Znalazłem je u Anaksymandra z Miletu. To apeiron,

bezkres - bezgraniczna, nieskończona pramateria, zasada świata

będąca jego podstawowym tworzywem i regułą, według której funkcjonuje. Zdaniem Anaksymandra musi być nieskończony i nieokreślony. Ja, malując swój nowy cykl, sięgam do podstaw malarstwa i atawistycznych ludzkich potrzeb, podobnie jak fizycy i filozofowie dochodzą do odsłonięcia mechanizmów rządzących Wszechświatem.