Untitled

Najbardziej fascynuje mnie wieloznaczność.  Zawsze staram się sie wyszukać takie motywy, które nie narzucają widzowi jednoznacznych skojarzeń czy nastrojów, jednocześnie silnie wywołując  potrzebę interpretacji.  Czasem poprzez swoja wyjątkowość czasem zupełnie na odwrót - przez swoja obojętność.  W ten sposób docieram do podstaw ludzkiego sposobu oglądu świata, do cechy, która konstytuuje ludzki umysł - potrzeby określania. 

To prowokuje pójścia dalej. Na ile nasze nazywanie stwarza prawdę?  W moim przekonaniu umysł może dostrzec naraz tylko jedną perspektywę.  Kiedy przyjrzymy się naszym myślą zauważymy, że mają one monolityczną budowę.  Wyrażają jednoznaczne przekonania. Dopiero myśli „wieloznacznie złożone” dają bardziej skomplikowany obraz, jednak składają się one z poszczególnych mniejszych myśli.  Świetnie ilustruje to rysunek który przedstawia nagą kobietę, jednak  gdy się dłużej przyjrzeć staje się ludzką twarzą. Tyle, że naraz można dostrzec tylko jeden obraz.  Albo kobietę albo twarz.

 W życiu oczywiście staramy się objąć całość problemów, wyważyć je i dojść do odpowiednich wniosków.  Rodzi się jednak Pytanie; czy jesteśmy w stanie zobaczyć wszystko? Objąć całość? Nie znam odpowiedzi na to pytanie (pytanie w gruncie rzeczy o doskonalą prawdę) wiem jednak, że w większości dostrzegamy tylko fragmenty układanki (rzeczywistości/prawdy).  Być może dzieje się tak z samej natury człowieka, który jest oddzielony, jest tylko fragmentem świata. To właśnie jest w moim przekonaniu grzechem pierwotnym, (gdy człowiek zaczął odróżniać dobro od zła stracił łączność z całością) i to właśnie ten ból oddzielenia, fragmentaryczności, próbują zmazać wszelkie mistyczne tradycje.  Zresztą nie tylko one, bo czy człowiek nie ma potrzeby pochłonięcia? Zatracenia się?  Chodź by w zmysłowej przyjemności czy hobby?

Staram się, więc poprzez swoje obrazy dać widzowi lustro, w którym może się przeglądać. Moje obrazy mają działać niczym test Rorschacha. Każdy widzi w nich samego siebie. Swoją prawdę. Która stwarza interpretując obraz.  Nadając mu znaczenie.  Widz wiec jest także malarzem moich obrazów.

Cała trudność istnieje jednak w wyborze odpowiednich motywów na obraz.  Czym więcej pracuje tym bardziej doceniam starą prawdę, że „ mniej znaczy więcej \".  Tak sie dziwnie składa ze istnieje pewna prawidłowość.   Obrazy wizualnie atrakcyjne rzadko posiadają głębie, ukryte warstwy.  Są jak fajerwerk, który zachwyca feerią kolorów by po chwili zgasnąć pozostawiając po sobie puste niebo. Obrazy intrygujące, przesiąknięte tajemnicą wydają się surowe, nie atrakcyjne czasem wręcz brzydkie.  Jednak wszelka próba ich upiększenia natychmiastowo odziera je z głębi.  Każda ozdóbka, choinkowa bombka,  atrakcyjka,  zabiera kawałek po kawałku ich wielkość.  Nie raz bardzo kuszące jest dodanie jakiegoś kolorowego elementu, przedmiotu postaci czy efektu jednak ilekroć szedłem tą drogą po jakimś czasie musiałem zawrócić.  Jest to wybór bardzo trudny, bo przyczynia się do „obrzydzenia” obrazu.  Niszczę go nie pozwalając by był piękniejszy niż jest.  Ale właśnie dzięki temu otwiera się pole do interpretacji, to nie domowienie sprawia ze mamy wrażenie ze obcujemy z czymś, co nas przekracza, a wiec z czymś większym od nas. Natomiast domówienie - przeciwnie - ośmiesza, ogranicza, ogłupia. Dlaczego tak się dzieje? Może  dlatego że poczucie tajemnicy związane jest niezrozumieniem, bo tajemnica jest zawsze wieksza od nas.